KVM

Drążąc dalej temat wirtualizacji odkryłem – piszę tak wcześniej zagadnienie to mnie nie interesowało – że w Ubuntu dostępne jest środowisko wirtualizacyjne KVM (Kernel-based Virtual Machine). Oprogramowanie to oparte jest o Qemu z tym, że wkompilowane w jądro Linuksa. W połączeniu z Menadżerem Maszyn Wirtualnych (ang. Virtual Machine Manager) będącym graficznym gui ułatwiającym zarządzanie KVM oraz innymi kompatybilnymi systemami wirtualizacyjnymi, stanowi całkiem przyjemny zestaw narzędzi.

Niestety nie udało mi się z poziomu Menadżera uruchomić wirtualki utworzonej przy pomocy Qemu i musiałem tworzyć dysk na nowo i instalować system od początku. Nie zbadałem jeszcze czy tak jak w przypadku samego Qemu wirtualne dyski da się po prostu kopiować, konwertować i co tam nam jeszcze przyjdzie do głowy. Jedno co fajne to możliwość bieżącego monitorowania poziomu zajęcia pamięci RAM lub obciążenia procesora.

Testy trwają dalej i zobaczymy co z tego wyniknie. Na celowniku mam jeszcze virtual boxa.

Wirtualne Internet Explorery

Wolę klepać kod w php niż bawić się w stylowanie stron lub projektowanie grafik. Dzięki temu nie potrzebuję w zasadzie Windowsa, a Linux zaspokaja wszystkie moje softwarowe potrzeby. Niestety czasami jednak muszę wklepać kilka reguł css-owych. W końcu nie mogę się z każdą pierdołą zwracać do znajomego web-developera. W takich, rzadkich przypadkach pojawia się potrzeba uruchomienia Windowsa choć by po to aby sprawdzić jak dana strona wygląda w Internet Explorerze 6. Aż dziw bierze, że niektórzy jeszcze tego używają?

Powiecie, że jest coś takiego jak [IE4Linux](http://www.tatanka.com.br/ies4linux/), a ja wam odpowiem, że strony w IE4Linux nie wyglądają tak samo jak w IE zainstalowanym na Windowsie 😉 Jeśli jesteście „zawodowcami” możecie podarować sobie IE4Linux podobnie zresztą, jak używający Windowsa mogą sobie podarować IETestera. To są niuanse, drobne różnice w renderowaniu czcionek, marginesów, dopełnień itp., nie mniej każdy kto toczył kiedyś bój o 2px wie o co chodzi. Tak na marginesie wspomnę, że ciekawie zapowiada się projekt [Expression Web SuperPreview](http://blogs.msdn.com/xweb/archive/2009/03/18/Microsoft-Expression-Web-SuperPreview-for-Windows-Internet-Explorer.aspx), ale nie miałem z nim dotychczas w praktyce do czynienia więc powstrzymam się od opinii.

Czyli zostaje Windows, a najlepiej trzy Windowsy z trzema wersjami Internet Explorera. Powiedzmy, że wersje < 6 można sobie podarować. Jak większość posiadaczy laptopów, również ja mam oryginalnego Windowsa, jednak mam na nim zainstalowaną tylko jedną wersję IE, a do tego nie lubię być zmuszany do wylogowywania się z Linuxa i uruchamiania microsoftowego systemu tylko po to aby zobaczyć jak wygląda strona www, nad którą aktualnie pracuję. Idąc z duchem czasu postanowiłem wiec wypróbować wirtualizacji. Swego czasu Microsoft udostępnił [obrazy wirtualnych maszyn ze specjalnie przygotowanymi wersjami Windowsa XP dla webdeweloperów](http://blogs.msdn.com/ie/archive/2007/04/17/ie7-virtual-pc-image-and-ie6-virtual-pc-image-refresh.aspx). Uruchomić je można korzystając z oprogramowania Virtual PC. Będąc szczęśliwym posiadaczem mało używanego Windowsa zapragnąłem stworzyć swoją wirtualkę i uruchomić "okna" pod Linuxem. Poczytałem troszkę o różnych narzędziach do wirtualizacji i ostatecznie postanowiłem użyć [qemu](http://www.nongnu.org/qemu/) akceleracją kqemu. Do uruchomienia przydatne okazały się [dokumentacja qemu](http://calamari.reverse-dns.net:980/cgi-bin/moin.cgi/QuickStartGuide) oraz tutorial [QEMU - HowTo](http://kaka.ovh.org/howto/qemu/) opisujący krok po kroku instalację i "aktywację" kqemu. Poszukując informacji na temat możliwości zwiększenia pojemności wirtualnego dysku trafiłem też na ciekawy artykuł [qemu i WindowsXP dysko żerca edition](http://wariat.jogger.pl/2007/06/21/qemu-i-windowsxp-dysko-zerca-edition/). Pewien problem sprawiło mi zagadnienie wymiany danych między systemem gospodarzem, a wirtualnym gościem, ale tylko dlatego, że nie mogłem się zdecydować czy wybrać sambę, ftp-a, czy może współdzielenie jakiegoś wirtualnego dysku wymiany. Najłatwiejsze okazało się postawienie serwera ftp na Linuksie i łączenie z nim za pomocą ftp.

Kubuntu 9.04

Pomimo nawału pracy i wiążącym się z tym brakiem czasu na eksperymenty postanowiłem zaryzykować i zainstalować nowe Kubuntu w wersji 9.04. Zawsze lubiłem mieć możliwie aktualny system na swoim komputerze więc mój Hardy Heron już mnie powoli zaczął irytować. Tak gwoli ścisłości irytował mnie od początku gdyż instalując go też podjąłem ryzykowną decyzję wypróbowania nowego KDE4, a jak wiadomo wtedy KDE4 trudno byłoby nazwać dopracowanym i chcąc pracować w tym środowisku graficznym trzeba było się przyzwyczaić do jego specyfiki i ograniczeń jakie ma względem poczciwego i sprawdzonego KDE3.

Tak czy inaczej niesiony ciekawością co tam się zmieniło na plus w implementacji plazmy zrobiłem to. Na pierwszy rzut oka widać wiele zmian. Ponieważ pracuję nie zdążyłem jeszcze zapoznać się z wszystkimi nowościami.

Na pierwszy rzut oka spodobał mi się nowy menadżer sieci i bezproblemowa obsługa wifi oraz zarządzanie energią, które wreszcie na dzień dobry uwzględnia to, że laptop niekiedy pracuje tylko na bateriach.

Nowa aplikacja do instalacji i aktualizacji oprogramowania to ciekawe i estetyczne narzędzie. Może przypaść do gustu wielu użytkownikom jednak ja wolę używać aptitude więc dla mnie to żadna różnica.

Zestaw wiggetów na pulpit i nie tylko znacznie się wzbogacił i od razu uległem pokusie wypróbowania np. monitora temperatury procesora lub zajętości poszczególnych dysków twardych. Innym gadżetem, który też musiałem sprawdzić był Amarok 2. Zyskał nieco zmienioną szatę graficzną i parę innych funkcjonalności, ale w zasadzie pozostał starym dobrym playerkiem.

Ogólnie rzecz biorąc spodobało mi się to nowe Kubuntu – zobaczymy jeszcze jak się będzie na nim pracowało.